BUNIA

Dwuletnia Sunia prezentowała się na pierwszej wizycie dramatycznie.

Niedożywiona chudzina, niespełna 9kg wagi, wyraźnie wystające żebra i zarysowana miedniczka. Sierść przerzedzona, jakby wygryziona, a w miejscach tych, gołe placki łuszczącej intensywnie i specyficznie pachnącej tłustej skóry. Włos lichy, matowy. Wszystkie łapki równo wygryzione, w strupkach i bliznach, na szczęście obyło się bez zmaltretowania przestrzeni między palcami. Wydrapana, łysawa szyjka. Mocno intensywnie zaczerwieniona, tak mocno pachnąca. Uszy o dziwo prezentowały całkiem przyzwoicie jak na oklapnięte Beagle`kowe oklapuski, ale i im oberwało się od permanentnego drapania i trzepania, zaś krańce charakterystycznie wyłysiałe mogły dawać podejrzenie w konfrontacji z całym wyglądem i zachowaniem, że piesek zainfekowany jest świerzbowcem skórnym. Okolica sromu intensywnie spulchniona, przebarwiona i nieustannie wylizywana, wygryzana (nie znane nam było kiedy wystąpiła u niej ostatnia cieczka). Wszystkiemu temu towarzyszył ciągły, niezmordowany odruch drapania, niepokój i kręcenie wokół, mające na celu pozyskanie najwygodniejszej pozycji do tarmoszenia i ocierania.

Bunia, przy całej swojej niesamowitej sympatii, pogodzie ducha i wielkiej psiej miłości do ludzi wydawała się nie być świadoma stanu do jakiego niemiłosierni ludzie pozwolili jej się doprowadzić.

Jak przetłumaczyć psu, że ma się nie drapać? Kiedy całe małe ciałko piecze, swędzi śmierdzi tak okrutnie? Tylko tak mogła choć trochę ulżyć sobie sama. Drapiąc, wygryzając i wylizując każdy możliwy kawałek małego zmaltretowanego psiego ciałka.

Jak wiele jest różnych sposobów znęcania nad zwierzętami? Nie zawsze trzeba je bić, katować, głodzić czy też przetrzymywać w nieludzkich warunkach. Czasami wystarczy pozostawić je samym sobie, pozbawionym opieki na pastwę własnych chorób, dolegliwości i brutalnie, niehumanitarnie przymknąć oko na stan w jakim zwierzę bytuje.